Lance Wyman: Public Designer

Rok 1968, powszechnie wiążący się raczej z przykrymi zdarzeniami, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, osobom obeznanym z historią dizajnu przywodzi na myśl jeszcze jedno skojarzenie - jest nim nimalże kultowy, op-artowski znak olimpiady, której ówczesnym gospodarzem był Meksyk. Lance Wyman, autor identyfikacji wizualnej i języka graficznego tego wydarzenia, to jeden z ikonicznych projektantów amerykańskich i, choć niedawno obchodził 77 urodziny, nadal jest aktywny zawodowo, angażując się w najbardziej wymagające projekty. Stroniący od salonów, bezpretensjonalny erudyta, którego prace budują przestrzeń publiczną wielu miast i skupiają spojrzenia milionów ludzi, właśnie doczekał się swojej monografii. Daje ona niewątpliwie równie unikalną, co możliwość zapozanania się z dorobkiem artystycznym Wyman’a (którego wystawy należą raczej do rzadkości), przyjemność i zachwyt nad sposobem, w jaki przetwarza on złożone informacje na język obrazu, który jest w stanie wznieść się ponad różnice kulturowe i językowe, tworząc wspólną przestrzeń rozumienia.

Monografia to słusznej wagi album (ponad 460 stron oraz twarda okładka), za którego wydanie odpowiada niezależne wydawnictwo Unit Editions (będące owocem współpracy tandemu Adrian’a Shaughnessy i Tony’ego Brook’a). Przyznam, że o nowości dowiedziałam się z wywiadu, jaki z Lance’m Wymanem dla grudniowego numeru Monocle (No 89) przeprowadził David Plaisant. Publikacja zdecydowanie spełnia wysokie standardy wydawnicze. Okładka jest minimalistyczna - czerń tła daje wybrzmieć znakowi Wyman’a (białe logo nawiązujące do tradycji op-art i efektu multiplikacji). Wszelkie elementy typograficzne zostały przeniesione na grzbiet. Zawartość albumu zadowoli zarówno tych, którym wystarcza przeglądanie materiału ilustracyjnego, jak i dociekliwych czytelników, na których czeka kilka esejów krytycznych oraz obszerny wywiad z artystą. 

Ten tekst polecam szczególnie - rysuje się w nim postać Wyman’a jako projektanta, “komunikującego się głównie poprzez uniwersalny język obrazów, geometrii i żywych kolorów”. Jest w nim Wyman - uzdolniony chłopiec, którego wrażliwość wizualną budował świat złożonych splotów wełny (jego matka robiła charakterystyczne dla kultury irlandzkiej białe swetry na drutach) oraz lin żeglarskich (światem ojca była jego łódź rybacka). Jest też Wyman, jako student industrial design, który później zmienia kierunek swoich zainteresowań na dwu-wymiarowe projektowanie graficzne, w które inkorporuje myślenie trzecim wymiarem. “Wiedząc, jak należy projektować w trzech wymiarach, nie można już zrobić kroku wstecz. - mówi - To było przetwarzanie; zamiast projektowania czegoś, co ktoś może chcieć zakupić i użyć jako produktu, chodziło o to, aby wyjść w przestrzeń i tam zobaczyć trójwymiarowe obiekty, które funkcjonowałyby w ramach komunikacji”. W tekście jawi się również Wyman, jako odważny i zdeterminowany projektant, który pragnąc zaangażować się w tworzenie identyfikacji wizualnej olimpiady, kupuje bilet w jedną stronę do Meksyku i zachwycony tamtejszą kulturą, tworzy dzieło, które daje mu przepustkę do światowego dizajnu, tym samym stając się jego flagowym projektem (ciekawostką jest to, że Wyman nie znał wtedy ani słowa po hiszpańsku, a mimo tego stworzył system, który był zrozumiały nie tylko dla gospodarzy, ale przede wszystkim dla uczestników olimpiady i publiczności z całego świata). Spotykamy Wyman’a, który twierdzi, że projektanci często cierpią z powodu nadmiaru wiedzy (co lingwista Steven Pinker nazywa “the curse of knowledge”), która blokuje w nich obiektywizm. Sam mając problemy z orientacją w przestrzeni, łatwo stawia się w sytuacji osoby, która znajduje się w jakimś miejscu po raz pierwszy i potrzebuje poprowadzenia, przewodnika. “Jeżeli nadrzędną funkcją projektanta graficznego jest efektywna komunikacja, musi on posiadać magiczny gen empatii”. Jest też profesor Wyman (przez 40 lat wykładający w Parsons School of Design w Nowym Jorku), który swoją filozofię nauczania podsumowuje mówiąc, że “nie można nauczyć kogoś projektować, ale można nauczyć kogoś respektować fakt, że może być on zdolny do zaprojektowania czegoś”. Nacisk na indywidualizm, na ideę nie-kopiowania, na bycie sobą i inwestowanie w to, Wyman postrzega jako jeden z ważniejszych elementów budujących jego myślenie o projektowaniu.

Książkę zamyka rozdział, w którym sfotografowane zostały szkicowniki Wyman’a, co stanowi nie lada gratkę dla ciekawskich, włączając autorkę poniższego tekstu, którzy potrafią rozsmakować się w notatkach, szybkich zapiskach i pierwszych śladach kiełkujących w umysłach Wielkich idei.

O wyjątkowości myślenia i kreatywności Wyman’a niech świadczy opracowanie ikony, którą moim zdaniem łatwo zamknąć w banalnym rozwiązaniu śrubek w głowie, czy też żarówki - rzecz o piktogramie przedstawiającym pojęcie myślenia. Moim zdaniem, to najlepsza ikona dla tego hasła, jaką dotąd spotkałam, łączący inteligencję, subtelne poczucie humoru i nutę absurdu. Oceńcie sami.